Wiecie co świadczy o talencie autora? Kiedy pisze postać, którą poznajemy zaledwie na 2 czy 3 stronach, a do końca martwimy się o nią jak o członka własnej rodziny. Niesamowite, że można stworzyć postać epizodyczną, która ledwie zapoznajemy z czytelnikiem , oprzeć całą fabułę powieści na jej gorączkowych poszukiwaniach, w taki sposób żeby czytelnik zaangażował się w te sprawę całym sobą. Chapeau bas Panie Robercie!
Książka pochłonęła mnie od pierwszych stron, głównie przez to, że szybko zżyłam się bohaterami. Historia jest bardzo ciekawa i wielowątkowa, nie pozwala nam stracić zainteresowania nawet na chwilę. Autor umiejętnie podkręca napięcie tak, że nie raz miałam ochotę krzyknąć „nie rób tego!” „nie idź tam” i w duchu krytykowałam głupotę czy lekkomyślność głównego bohatera. Wstrzymywałam oddech, kiedy już połączył kropki i zrozumiał „co się właśnie odjebało” i trzymałam kciuki w trakcie niesamowicie emocjonującego finału, który koniec końców okazał się zupełnie inny niż przypuszczałam.
Zwrotów akcji w tej powieści nie zliczycie, autor wodzi nas za nos jak małe dzieci i co rusz zaskakuje czymś nowym. Trzeba dobrego nosa i dużej wprawy, żeby poukładać te puzzle przed finałem 😉
Bawiłam się doskonałe! Myślę, że to tytuł idealny na długie jesienne wieczory.
Moja ocena 8/10
Komentarze
Prześlij komentarz